Oczy mi się zaświeciły, ręce zaswędziały a pomysły w głowie zaczęły się ścigać. Nareszcie mogę zrobić koszyczki, które kiedyś widziałam a bałam się spróbować.
Zaczęłam od koszyczków jednojajecznych :) żeby wyczuć materiał...
Po kilku małych koszyczkach przyszedł czas na wersję rodzinną - zając na tuzin jaj albo kilo jabłek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz